monic87 napisał(a):
ja mam podobnie jak nanusia.
Na początku były nektaryny, teraz pomarańcze i brzoskwinie. A tak poza tym, że zawsze zjem jakąś zupę...choć tak naprawde to ostatnio moja gin powiedziala mi ze nie ma czegos takiego jak zachcianki..to my sobie same je wymyslamy - nie musimy sie ograniczac tak wiec... ja jednak jestem zdania ze w tym okresie mozemy a nawet musimy sobie pozwolic na to na co mamy aakurat ochote :P
Nie zgodzę się z tym, że nie ma czegoś takiego jak zachcianki. Oczywiście bardzo dużo kobiet tłumaczy się zachciankami by móc bezkarnie wszystko jeść, ale to nie znaczy, że nie istnieją też prawdziwe zachcianki. No bo jak wytłumaczyć to, że się człowiek zajada tym czego nie lubił przed ciążą, albo nie może tknąć tego co uwielbiał? Ten mały człowieczek steruje nami i nie mamy na to wpływu
Najbardziej dobitnym przykładem była moja mama w ciąży ze mną. Całe życie uwielbia jabłka, zażerała się nimi kilogramami. Czasem nie zjadła nic normalnego tylko jabłka. Natomiast w ciąży nie tknęła ani jednego. Ja całe życie nie cierpię jabłek
Za to teraz jestem w ciąży i je podjadam
To tylko jeden przykład najbardziej zapadający w pamięć, bo trwał całą ciążę i nie był tylko fazą.